środa, 5 grudnia 2012

Beznadziejne przypadki ?

Oswajanie się kotów to jest bardzo skomplikowana sprawa, ale ja Mechatek zaraz wszystko wytłumaczę. Po pierwsze udomawianie się i oswajanie się to nie jest to samo.
 
 
Oswojona Sonia 
 
Wszystkie koty udomowiły się dawno temu, bo aż kilka tysięcy lat, a na dodatek jeszcze bardzo daleko od naszego domu. Ale już oswoić się każdy kot musi na własną łapę, a jest to możliwe tylko, jak się ma swój dom. I to się nazywa szansa. Niektóre koty ją dostają i dzięki temu mogą zostać kotami domnymi, czyli mieć swój dom i swoich ludzi, ale jest też dużo kotów bezdomnych, które domu i szansy na oswojenie nigdy nie miały. I jeszcze są koty, które mają swój dom i ludzi i szansę, ale nie chcą z niej skorzystać i o nich się mówi przypadki beznadziejne. Niektóre przypadki beznadziejne są beznadziejne pozornie, o czym czasami trzeba się przekonywać bardzo długo, a najlepszym przykładem takiego przypadku jest moja największa przyjaciółka Sonia, której oswajanie trwało aż siedem lat.
Sonia była przypadkiem beznadziejnym, bo chociaż miała normalne kocie dzieciństwo i wychowywała ją razem z rodzeństwem prawdziwa kocia mama, to kiedy już przejechała pół Polski w plecaku i trafiła do nas do domu, to wychowywała ją Reszka, a wychowywanie przez Reszkę może mieć straszny wpływ na osobowość kota. Chodzi o to, że Reszka ma nieobliczalny i przerażający charakter, którym straszy inne koty, a nawet ludzi, więc Sonia najpierw często była przerażone, a potem już jej tak zostało. I z tego wszystkiego zrobiła się skrajnie nieśmiała. Jej nieśmiałość była tak wielka, że zasłaniała cała Sonię razem z ogonkiem i dlatego nie można jej było zobaczyć, a co dopiero oswoić. Pani mówi, że przez kilka pierwszych lat wystarczyło popatrzeć na Sonię, żeby jej wielka nieśmiałość zaraz się objawiła, a zaraz potem uciekła razem z Sonią na półkę w kuchni albo za szafkę, a wtedy nie było widać ani Soni ani jej nieśmiałości i tylko czasem wyglądały jej oczy tak samo wielkie jak nieśmiałość. I nawet, proszę państwa, nie przychodziła na mizianie, czego ja Mechatek już zupełnie nie potrafię zrozumieć.
I któregoś dnia pani powiedziała, że dalej tak być nie może i postanowiła oswoić Sonię na siłę. A ponieważ kota oswaja się przez trzymanie go na kolanach i mizianie, to w domu było dużo biegania i łapania Soni. Na rękach Sonia nieruchomiała z tej nieśmiałości i ze strachu, ale dzięki temu można ją było odwrócić brzuszkiem do góry oraz głaskać po głowie, po szyi i po brzuszku też, bo się wcale nie wyrywała, a po dłuższej chwili nawet zaczynała mruczeć, a wiadomo, co to oznacza. I tak Sonia polubiła głaskanie i zrozumiała, że to jest miłe, ale za każdym razem trzeba ją było do głaskania upolować, a na dodatek pozwalała się głaskać tylko w jednej pozycji, czyli brzuszkiem do góry, bo tylko tak umiała być miziana. Ale nadal nie przychodziła na kolana sama, tylko czekała, aż pani ją upoluje.
I dopiero, kiedy Sonia miała siedem lat nastąpiło wielkie wydarzenie, czyli oswojenie się Soni, co było bardzo zadziwiające, bo w takim wieku kocia osobowość raczej się już nie zmienia, a tu proszę. Pani mówi, że to chyba miało związek z tym, że Sonia zaczęła wtedy chorować i trzeba z nią było często jeździć do pana doktora, a po drodze miała mnóstwo miziania i pani mówiła do niej dużo miłych słów cichym głosem, co dla kota jest bardzo przyjemne, A ponieważ Sonia najbardziej się bała wychodzenia, to pani powtarzała: nie bój się, Sonieczko, zawsze wrócimy do domu i pokazała jej, że to prawda, aż wreszcie Sonia uwierzyła i od tego dnia wszystko było inaczej i ja Mechatek nawet to pamiętam.
Sonia zaczęła sama podchodzić do ludzi i zaczepiać łapką, a kiedy nie zwracali uwagi, to głośno i przejmująco miauczała i wpatrywała się wielkimi oczami, aż trzeba było kota przewalić na plecy i głaskać po brzuszku, bo się nie dało wytrzymać. Zamiast nieśmiałości Sonia zaczęła objawiać nachalność, bo jak chce być miziana, to potrafi nawet wytrącić człowiekowi z ręki książkę i to jest zmiana radykalna.
I dlatego nie należy się zrażać nawet przypadkami beznadziejnymi, bo nie wiadomo, czy one, tak jak Sonia, nie są beznadziejne tylko pozornie i kiedy wydarzy się radykalna zmiana.


8 komentarzy:

  1. Bemol, jak się u nas zjawił był bardzo płochliwy. Myśleliśmy, że to przypadek beznadziejny, ale po ok. 6-u miesiącach zrobił się z niego prawdziwy pieszczoch :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mója Rudzia jest u mnie dopiero miesiąc i właśnie jak ją złapie to daje się miziać ale sama nie podchodzi :)

      Usuń
  2. Gienia jak była małym kociaczkiem też nie za bardzo lubiła być głaskana. Chciała wtedy nasyczeć, ale jej się to nie udawało. Kiedy próbowałam ją pogłaskać Zamiast syczenia pluła hehe :) Teraz już wszystko jest w normie, a Gienka to prawdziwy pieszczoch ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pluciem kota jesce nie miałam doczynienia hahah :)

      Usuń
  3. Oswajanie kota to loteria, czasami się a czasami nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raz czeka się krótko a raz długo - jak w artykule :)

      Usuń
  4. Ja teraz miałam nie zwykle odważne kociaki. Błyskawicznie się oswoiły. Cała piątka!

    OdpowiedzUsuń
  5. What an insightful post. It's true ... all cats are different!

    OdpowiedzUsuń