Bezpańskie koty - Miauczący zabójcy
Są tajemnicze, leniwe, okrutne. Jeśli zaczniemy
bezwzględnie walczyć z bezpańskimi kotami, te zwierzęta mogą wyginąć
całkowicie w ciągu 11 lat – ostrzegają naukowcy. Czy na pewno tego
chcemy?
Z kotów człowiek od dawna nie ma już żadnego pożytku. Przestały chronić gospodarstwa przed gryzoniami, za to coraz chętniej polują na małe ptaki, których w miastach drastycznie ubywa. Podpadły tym samym ekologom,
którzy nawołują, by populację kotów znacznie ograniczyć. Proponują
poddać je sterylizacji. Ale naukowcy z Tufts University w Massachusetts
właśnie ogłosili rezultaty badań, z których wynika, że trzeba to robić
rozważnie, bo inaczej koty znikną całkowicie z naszych osiedli. Czy
zasłużyły na taki los?
Koty
uwielbiają polować. Ich ofiarami padają drobne gryzonie i ptaki. To nic
nowego. W ubiegłym roku badacze z University of Georgia we współpracy z
„National Geographic” wykazali, że koty żyjące w amerykańskich domach
są o wiele większymi zabójcami, niż dotychczas sądzono. Do badania,
które trwało ponad tydzień, uczeni wybrali 60 rodzin mających koty.
Właściciele zainstalowali swoim pupilom miniaturowe kamery, które
rejestrowały ich aktywność. Dzięki temu naukowcy mogli ustalić, ile
zwierząt naprawdę upolowały. Dotychczas bowiem liczono tylko te ptaki
czy gryzonie, które zostały przyniesione przez koty do domów.
Zastosowanie
kamer pokazało, jak zaniżone były informacje o kocich ofiarach. Okazało
się bowiem, że prawie co drugie upolowane zwierzę koty pozostawiają na
miejscu zbrodni, pozostałe 30 proc. zjadają, a jedynie co piątą ofiarę
niosą do domu.
Badaczy zaskoczyła jednak nie tylko skala
zjawiska, lecz także różnorodność upolowanej zdobyczy. Koty najchętniej
zabijały jaszczurki, węże i żaby, a tylko co czwartą ich ofiarą były
małe gryzonie, raczej myszy i nornice niż dużo większe i bardziej bojowe
szczury. Koty często też zabijały ptaki (12 proc. ofiar). Ta informacja
najbardziej rozzłościła ekologów, którzy już od pewnego czasu
podejrzewali, że to właśnie przez polujące koty domowe co trzeci gatunek
ptaków żyjących w Ameryce jest zagrożony wyginięciem.
Na
podstawie tego i kilku jeszcze innych badań naukowcy ze Smithsonian
Conservation Biology Institute i amerykańskiego Fish and Wildlife
Service ustalili, że amerykańskie koty domowe w ciągu zaledwie jednego
roku zabiły 2,4 mld ptaków
i 12,3 mld ssaków, takich jak
ryjówki, wiewiórkowate i norniki. Według szacunków uczonych koty mają na
koncie nawet cztery razy więcej ofiar, niż dotychczas sądzono. W kocich
pyszczkach ginie zatem więcej ptaków i ssaków niż pod kołami samochodów
czy w wyniku zatrucia pestycydami. Zaskakujące dane opublikowano w
styczniu tego roku w „Nature Communications”.
Wielkimi zabójcami
są nie tylko amerykańskie dachowce. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii,
gdzie naukowcy również od lat przypuszczali, że za zmniejszanie się
populacji ptaków odpowiadają koty. Dowodów na to dostarczyła w styczniu
tego roku dr Rebecca Thomas, której pracę na temat zwyczajów łowieckich
tych zwierząt opublikowało cenione czasopismo naukowe „PLOS ONE”.
Wykazała ona, że co piąty kot jest aktywnym myśliwym i w ciągu roku
zabił kilkanaście gryzoni lub ptaków. Rekordziści upolowali nawet
kilkadziesiąt zwierzaków. – Nie są to oszałamiające liczby – przyznała
dr Thomas. – Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę fakt, jak ogromne jest
zagęszczenie kotów na terenach miejskich, a jak niewielkie ptaków, to
wniosek jest oczywisty: ptaki żyjące w miastach i okolicach są poważnie
zagrożone – komentowała swoje badania dr Thomas.
(fot. PantherMedia)
A
koty polować nie przestaną. Lubią przytaszczyć do domu na wpół
sparaliżowaną, przerażoną mysz i z dumą położyć u stóp pana. Miłośnicy
kotów twierdzą, że to trofeum, dowód wdzięczności za schronienie i
jedzenie. Naukowcy są dalecy od przypisywania zwierzętom ludzkich cech i
zachowań, ale przyznają, że nie znają innego wytłumaczenia takiego
postępowania.
Nie potrafią też wyjaśnić, co kierowało Norrisem,
słynnym kotem z Bristolu, o którym przed kilkoma tygodniami pisał
tygodnik „Time”. Norris nie polował na ptaki ani gryzonie (przynajmniej
nikt go na tym nie przyłapał), ale właścicielom przynosił trofea, choć
nietypowe. Kiedyś podarował im kawałek pizzy, innym razem świeżo uprane
ubranie, a raz nawet stanik. Sąsiedzi długo nie mogli uwierzyć, że
okrada ich kot, a nie jakiś złodziejaszek czy włóczęga.
Czyżby
Norris w niekonwencjonalny sposób zaspokajał instynkt myśliwego? Nie
można tego wykluczyć. – Koty mają instynkt myśliwego. Jeśli jednak nie
muszą zdobywać jedzenia, polują mniej, dla zabawy – mówi dr Robert
Kaszyński, weterynarz i konsultant medyczny w firmie Bayer. Im bowiem
bardziej zadbany i nakarmiony kot, tym mniejszą ma ochotę polować –
wykazali badacze z University of Illinois.
Założyli nadajniki
radiowe 18 kotom, które mieszkały w domach, ale właściciele zapewniali
im pełną swobodę i pozwalali na nieograniczone spacery, i 24 zwierzakom
żyjącym dziko. Naukowcy śledzili potem wędrówki kotów i gdy tylko
zatrzymywały się gdzieś dłużej, jechali tam, by je podglądać. Wyniki
badania opublikowali w „Journal of Wildlife Management”.
artykuł z Newsweeka
A to dopiero! Myslalam, ze co najmniej domowe koty, nazarte w koncu do wypeku, powstrzymuja sie od polowan i robia to sporadycznie. Raczej tym bezdomnym przypisywalabym polowania z glodu.
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej wiem, ze Miecka nie poluje, bo nie wychodzi, wiec nie przetrzebia populacji wrobli w Getyndze :)))
Na mojej ulicy nawet bezpańskie chodzą najedzone - wszyscy im znoszą jedzenie to może dlatego nie polują bo po co . Moje też siedza w domu więc nie mam wyrzutu sumienia :))
UsuńJestem tego samego zdania :)
OdpowiedzUsuńTrudno walczyć z instynktem zwierząt,czy to będzie domowy kot,czy wolnobytujący dokarmiany przez ludzi,polować będą.
OdpowiedzUsuńKiedy zaczynałam swoją przygodę z kotami moje małe kocie najedzone i wymiziane,nieustannie polowało na moje biedne papużki,które dostawały zawału jak kot wskakiwał im na klatkę,ot instynkt zawsze będzie w najedzonym,czy głodnym kocie.
Warto rozważyć wszystkie możliwości,by któregoś dnia nie obudzić się bez zwierząt w naszym ekosystemie.
Pozdrawiam
Oczywiście masz racje. Życia bez zwierząt nie wyobrażam sobie. Na pewno nie będzie tak żle jak piszesz na końcu , ale uważam że sterylizować trzeba :)
Usuńlepiej byłoby znaleźć dom tym kotom niż z nimi walczyć ...
OdpowiedzUsuńI koniecznie sterylizować bo kociaków rodzi się coraz więcej i nawet jak je się wyłapie i zawiezie do schroniska nie wszystkie znajdują dom.No i lepiej im w schronisku - są bezpieczne :)
UsuńMiałam do niedawna 9 letnią kotkę Satię wychodzącą, wysterylizowaną po pierwszym miocie. Sati oprócz tego, że przynosiła nagminnie ptaki i myszy potrafiła również przynieść plasterki szynki z kanapek sąsiadów, wszystko dla mnie z miłości :) Kotka latem wskakiwała przez okno do kuchni i pewnego dnia przyniosła sobie na miskę upolowaną srokę, myślałam, że padnę na zawał! Natomiast mój leniwy kocur również wychodzący niczego jeszcze nie przyniósł. Również jestem za sterylizacją :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Jasną 8 :)
UsuńPozdrawiam :)
Ciekawe wyniki...
OdpowiedzUsuńCóż o koty trzeba dbać i sterylizować aby było ich mniej.
Jak będzie mniej to i szanowane będą bardziej.
Dobrze napisane - zgadzam się z Tobą w całości :)
UsuńBardzo dobrze napisane!
UsuńTeż tak myślę :)
Usuńhej, dzięki za wizytę na moim blogu i miłe słowo :) też czytałam ten artykuł, sama tez obawiam się o los kotów wolnożyjących.... pozdrawiam kocio i życzę miłego popołudnia wśród Twoich czworonogów :)
OdpowiedzUsuńWzajemnie i też dziękuję za odwiedziny do miłego :)
Usuń