piątek, 11 maja 2012

Niezwykła przyjażń człowieka z kotem

 

 

Apaszka z Paryża

Na spotkanie z Martinem umawiałem się trzy razy. Najnowszy termin, 10 listopada, był ostatnim dniem mojego pobytu w Paryżu. Udało się i właśnie usiłuję zaparkować samochód. Dzwoni komórka. To Martin. Jestem spóźniony i czuję się niezręcznie. Nie wiem, kto wymyślił takie wysokie kamienice. Jacyś pracownicy naprawiają windę, więc wdrapuję się na piąte piętro i coraz wyraźniej odczuwam 30. rocznicę tytoniowego uzależnienia.
Dzwonię dwa razy i nasłuchuję kroków. Po paru minutach bezgłośnie otwierają się drzwi, za którymi nikogo nie widzę. Dziwne. Wchodzę powoli, ale czuję na sobie czyjś wzrok. Faktycznie, za drzwiami siedzi mała, przeurocza kotka, trzymająca w pyszczku jakiś sznurek. Po chwili orientuję się, że drugi koniec sznurka przywiązany jest do... klamki drzwi wejściowych.
Piękne kocie oczy wyraźnie mówią, że zamknięcie drzwi należy do mnie. Robię to więc posłusznie ,a kocia dama prowadzi mnie przez długi korytarz. W salonie siedzi młody mężczyzna. Wygodna sofa usłana jest kolorowymi poduszkami , a on ma nogi przykryte ciepłym kocem. Na mój widok uśmiecha się serdecznie. Emanuje od niego radość i wielki spokój.
Już po chwili atmosfera jest taka, jakbyśmy znali się od wielu lat. Przedstawia mi kotkę. Kocia piękność ma na imię Ivette. Doskonale wie, że za chwilę będziemy o niej rozmawiać. Układa się wygodnie na moich kolanach i mrucząc zasypia.
- Ona uratowała mi życie - mówi Martin.
Opowieść Martina
Rok po ukończeniu studiów otrzymałem doskonałą pracę i poznałem świetną dziewczynę, wynajęliśmy dom na przedmieściach Paryża. Byłem szczęściarzem. Dużo czasu spędzałem jednak w pracy, wracałem zwykle około dwudziestej.
Tego dnia nigdy nie zapomnę. Była jesień - pełna deszczu i kolorowych liści. Pozostał mi do przejechania ostatni odcinek drogi, takiej bocznej i mało uczęszczanej - najwyżej 5 kilometrów. Jechałem niezbyt szybko. Zbliżałem się do zakrętu, przed którym powinienem zwolnić. Ale nie byłem w stanie tego zrobić! Moje nogi stały się nagle bezwładne. Krzyknąłem z przerażenia. W panice zapomniałem o ręcznym hamulcu. Manewry kierownicą na śliskiej nawierzchni okazały się bezcelowe. Usłyszałem huk i poczułem silny ból!
Kiedy się ocknąłem, był już dzień. Byłem uwięziony wewnątrz samochodu. W głowie mi szumiało, nóg nadal nie czułem. Znów straciłem przytomność.
Następne przebudzenie było dziwne....Coś szorstkiego i mokrego dotykało grzbietu mojej dłoni. To była Ivette.
Pomimo bólu, uśmiechnąłem się, a ona, gdy tylko zobaczyła, że się ocknąłem, podeszła blisko mojej twarzy. Przytulała się, mruczała, a ja nawet nie mogłem jej pogłaskać. Na moje wołanie o pomoc nikt nie reagował. Ja jednak czułem się bezpieczny. Maleńki kotek wyraźnie mnie uspokajał i pocieszał w tej beznadziejnej sytuacji
Nie wiem, ile czasu razem spędziliśmy.
Pamiętam ,że Ivette kilkakrotnie wychodziła z auta przez wybitą szybę, ale szybko wracała. W końcu przybiegła niosąc w pyszczku coś kolorowego.
Potem pojawili się ludzie, pogotowie i policja. O pobycie w szpitalu nie chcę opowiadać. Od lekarza prowadzącego dowiedziałem się, kto właściwie mnie uratował. Gdy byłem uwięziony we wraku samochodu, Ivette -jak już wspomniałem -często wychodziła. Biegła wtedy do najbliższego gospodarstwa, siadała na progu domu i przeraźliwie miauczała. Z początku mieszkający tam ludzie próbowali ją przeganiać. To był przecież obcy kot. Jednak ona wciąż wracała, jakby chciała coś przekazać, zwrócić na siebie uwagę. Gospodyni myślała nawet , żeby jej wynieść jedzenie bo może jest głodna? I tak też zrobiła. Ten moment nieuwagi oraz uchylone drzwi wykorzystała Ivette. Wbiegła do domu, chwyciła w zęby leżącą apaszkę, po czym zaczęła uciekać. Biegła oczywiście w moim kierunku. Mieszkańcy domu pobiegli za nią, by ją schwytać�i tak mnie odnaleźli. Wszyscy byli przekonani, że to mój kot, więc gdy trafiłem do szpitala, oddano go do schroniska. Podobno była apatyczna i nie chciała jeść. Opiekunowie sądzili, że tęskni za mną.
No cóż! Mój pobyt w szpitalu i rehabilitacja niewiele dały. Kolejne badania potwierdziły diagnozę: stwardnienie rozsiane. Mój bezwład nóg i wypadek były początkiem tej choroby.
Ale wróćmy do mojej Ivette. Gdy tylko opuściłem klinikę, pojechałem do schroniska, by zabrać stamtąd moją przyjaciółkę. Natychmiast mnie poznała.
Wkrótce dowiedziałem się, że kotka uwielbia aportować. Gdy upadnie mi jakiś przedmiot, natychmiast pojawia się moja kocia asystentka i oddaje mi go do ręki. Nauczyła się też otwierać drzwi. Jest nieoceniona.
Do życia na prowincji już nie wróciłem. Za pieniądze otrzymane z ubezpieczenia kupiłem ten apartament w Paryżu. Łatwiej tu jechać lekarzowi i rehabilitantce. Mam piękny taras, na którym urządziłem ogród zimowy. Tak więc Ivette dużo czasu spędza na słońcu. Jest taka radosna! Zrobiłem jej też koci domek. Nie mieszka w nim, ale przechowuje swoje kocie skarby. Można tam znaleźć kolorową apaszkę z której Ivette jest szczególnie dumna. Ja też jestem dumny, że mam Ivette. Żyjemy tak szczęśliwie we dwójkę prawie rok.
- Jak to we dwójkę - przerwałem - mówiłeś, że masz dziewczynę.
Martin uśmiechnął się.
- Parę dni po potwierdzeniu diagnozy, dziewczyna mnie opuściła. Ale przecież opowiedziałem ci historię prawdziwej, bezinteresownej miłości. I chyba tego ode mnie oczekiwałeś?
...Ivette pociągając za sznurek, otworzyła mi drzwi.
Winda już jest sprawna, ale ja zbiegam po schodach spieszę się, żeby opisać niezwykłą przyjaźń człowieka z kotem.
Tekst: Wiesław Tarczyński

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Prawda ? Piękna wzruszająca opowieść :))

      Usuń
  2. Rzeczywiście bardzo niezwykła historia ,
    piękna nawet.
    Nie ma to jak przyjaciel kot.

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany, ale piekne, tylko zwierze jest zdolne do takiej miłości. Aż mi łzy poleciały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne - ja też jak czytałam mialam łzy w oczach :))

      Usuń
  4. Przestane tu wchodzić normalnie... piekna historia ale cholernie smutna:(

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo piękna historia. Znów się popłakałam, ale tym razem z rozczulenia1

    OdpowiedzUsuń
  6. Although we can't understand your story...that photo speaks a thousand words. BEAUTIFUL!
    ; ) Katie & Glogirly

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękna opowieść. Ta kotka jest wspaniała!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - uratowała mu życie :))

      Usuń
  8. Wie niedlich ist das denn? Die Kleinen sind so süß.
    Liebe Grüße vom Emma und Lotte Frauchen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich grüße euch und ein schönes Wochenende

      Usuń