czwartek, 21 czerwca 2012

Drugie dno

 




Znów miałam kłopot z taksówką. Kiedyś już o tym pisałam, że trudno ją zamówić, gdy chce się przewieźć zwierzaka. Pożaliłam się na łamach KOTA, po czym problem zniknął. Dzwoniłam, informowałam, że będę z kotem w kontenerku i już po chwili wygodnie jechałam do mojej ulubionej lecznicy.
Tym razem, a było to parę dni temu, tak łatwo nie poszło. Pani trzymała mnie przy telefonie dobre dziesięć minut, pozwalając wysłuchać kilkunastu monitów do aktualnie wolnych taksówkarzy: - Może weźmiesz pasażerkę z kotem? Po czym dowiedziałam się, że nic z tego, żaden z panów nie ma na to ochoty.
Wyraziłam dezaprobatę, poinformowałam bogu ducha winną dyspozytorkę, że rezygnuję z usług tej korporacji i zadzwoniłam do konkurencji. Taksówka podjechała niemal natychmiast, a że kierowca okazał się niezwykle sympatyczny, wylałam swoje żale na taksówkarską brać, bo bardzo się czułam rozgoryczona uprzednią odmową.
- Wszystkiemu winni są ludzie - powiedział. - Ja zawsze chętnie biorę pasażerów ze zwierzętami, bo bardzo lubię i psy, i koty. Ale nie raz już się na tym przejechałem i niech się pani nie dziwi, że inni, mając podobne przypadki, nie chcą tego więcej znosić. Fakt, że niektórzy z nas mają alergię, ale to mała grupa, a pozostali - ci, co nie wożą zwierząt - zniechęcili się na skutek nieprzyjemnych dla nich wydarzeń.
Kiedyś wsiadła kobieta z kotem na ręku - bez żadnej torby czy smyczy. Mówię jej, że to niebezpieczne, a ona że kot grzeczny i nie raz już tak podróżował. No to w drogę.
Było dobrze do chwili, gdy minęła nas karetka na sygnale. Kot dostał szału, skoczył mi na plecy, o mały włos, a spowodowałbym wypadek. Jeezuu, ależ się wtedy zdenerwowałem! Teraz zawsze pytam, czy kot będzie w transporterze lub jakoś zabezpieczony - naprawdę koty lubię, ale zabić się przecież nie chcę.
Albo to - czekam na postoju, leje deszcz, błoto do kostek. Otwierają się drzwiczki i do auta wskakuje mi pudelek, prosto na tapicerkę, umorusany po pachy. Za nim pani: "Pikusiu, posuń się, zrób mi trochę miejsca". Powiedziałem, że mogłaby tego psa wpuścić na podłogę albo choć wytrzeć mu łapy, a ona na to: "Przecież to tylko taksówka". I co z taką robić?
Albo inna historia, Facet wiózł dużego psa, na podłodze, a jakże, ale psisko cierpiało chyba na chorobę lokomocyjną i całą drogę wymiotowało. Dźwięki i zapach nie były przyjemne, lecz co winien pies? Dojechaliśmy na miejsce, człowiek płaci i wysiada. - Panie - mówię - a może by pan tak sprzątnął po swoim piesku?! - To nie mój pies to zrobił, to już było - odpowiedział z obrażoną miną i tyle go widziałem.
No niech sama pani powie, co te zwierzaki są winne, że mają takich właścicieli?
Musiałam przyznać mu rację. Jego monolog uzmysłowił mi, że może zbyt pochopnie tak negatywnie oceniłam kierowców taksówek. Przypomniałam sobie, ileż to razy irytowałam się, widząc, jak mama lub babcia stawia brzdąca w ubłoconych bucikach na siedzeniu w autobusie, żeby sobie powyglądał przez okno. Informacja, że potem ktoś na tym krześle usiądzie i ubrudzi ubranie nie jest w stanie utorować sobie drogi do ich szarych komórek. Każde zwrócenie uwagi takiej opiekunce kwitowane jest stwierdzeniem wypowiedzianym głosem pełnym świętego oburzenia: - Pani to chyba nie lubi dzieci?!
Tak więc, Panowie Kierowcy taksówek, przepraszam Was za wszystkich klientów przewożących zwierzęta bezmyślnie. Przyjmuję do wiadomości, iż to oni ponoszą odpowiedzialność za to, że mój chory kot musi czasami długo czekać na transport do weterynarza.
A najgorsza w tym wszystkim jest świadomość, że owi niefortunni pasażerowie to przecież tacy sami miłośnicy zwierząt jak ja! I nigdy, przenigdy nie uwierzyliby, że działają na ich szkodę.

Maryla Weiss
Fot. M.Grygiel
Fot. M. Łepecki


28 komentarzy:

  1. Oj święta to prawda z przewożeniem zwierząt. Ale tak naprawdę to nie chodzi tu o samo zwierzę tylko o odpowiedzialnego człowieka. Cóż, najważniejsze że kot w końcu znalazł transport. A do weta to rutynowo, czy któryś jest chory?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje zwierzaki są zdrowe - to jest artykuł ze świata Kotów - taką sytuacje miała autorka artkułu Maryla Weiss

      Usuń
  2. strasznie to przykre ale niestety prawda... swoją drogą mam nadzieję, że Twoja dzisiejsza wizyta u weterynarza to nic poważnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie - to autorka artykułu (podałam jej nazwisko pod koniec )miała taki problem - moje zwierzaki odpukać są zdrowe :)

      Usuń
  3. Ani, niektórzy ludzie niestety szacunku dla innych i własności innych. W UK wiele korporacji ma zasadę: ubabrasz taksówkę - płacisz za sprzątanie. I nie są to kwoty małe, bo około £50.
    W Polsce nigdy nie miałam problemu z kotem czy to w taksówce czy w autobusie. Tylko że zawsze paskud był uczciwie 'zapakowany' ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to chodzi - właściciel zwierzaka powinien zadbać o to żeby nie narobić szkód w taksówce

      Usuń
  4. A w Krakowie podobno jeździ specjalna taksówka dla zwierzaków. Mówię podobno, bo sama nie sprawdziłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja przewożę koty taksówką kilka razy w roku (w drodze na dworzec), ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby uprzedzić o tym fakcie dyspozytorkę. Koty w materiałowych transporterach często mylone są z torbą podróżną i niektórzy nawet nie zauważą, że wiozą koty. A ci co zauważą zawsze są pozytywnie nastawienie.

    Z nie zabezpieczonym w żaden sposób kotem nigdy nie wsiadłabym do samochodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też - zresztą moje bez transportera biegały by po taksówce jak szalone - nie utrzymałabym na ręku

      Usuń
  6. Z większym psem to rozumiem, że taksówkarz może mieć opory przed wzięcie, ale np. kot w transporterze nie powinien być kłopotem. Powinny być z góry ustalone jakieś zasady przewozu futrzastych, tak jak w komunikacji miejskiej i już. Niestety większość kłopotliwych sytuacji bierze się z bezmyślności właścicieli zwierząt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz racje niektorzy właściciele zwierząt myślą że im wszystko wolno

      Usuń
  7. Współczuję taksówkarzowi...czy ludzie nie rozumieją, że wsiadając do taksówki też trzeba się zachować kulturalnie ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, Po prostu niektórym się w głowach poprzewracało na zasadzie: 'ja płacę, ja wymagam' -wydaje się co niektórym że już wszystko im wolno. Ot, wychodzi kompletny brak manier z niektórych, a potem wszyscy za to płacimy.

      Usuń
    2. Ja też się z Wami zgadzam.

      Usuń
  8. ***Życzę Ci dnia miłego, Kwiatów słońcem pachnących, Przyjaciół kochających, Radości i śmiechu bez końca. Dni pełnych pogody i słońca,..życzę super Weekendu*** Z SERCA POZDRAWIAM I BUZIACZKA ZOSTAWIAM.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, how difficult it must be to transport an animal without having your own automobile! In New York City, I have seen special taxis for pets.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chamstwo niektórych przeraża. Nie rozumiem jak można nie pilnować zwierzaka w taksówce, bezczelnie pozwolić mu nabrudzić, bo to "tylko taksówka".
    Mojego kota wożę swoim samochodem, ale to bardzo męcząca wyprawa. Kot się niesamowicie stresuje, od razu wymioty i biegunka, aż wstyd go później wyjąć z transportera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na szczęście mam bardzo blisko lekarza więc idę na piechotę - ale wiadomo jakbym miała jechać taksówką to kot tylko w transporterze!!

      Usuń
  11. Te wszystkie opisane zachowania ludzi tylko potwierdzają jak egoistycznymi i egocentrycznymi istotami jesteśmy, a najgorsze jest to, że refleksji w ludziach jest tak mało. Gdyby taka pańcia wsiadła do taksówki z brudną tapicerką, nie przyjęłaby tłumaczenia, że poprzedni pasażer był z obłoconym psem i albo wysiadła albo zwymyślała taksówkarza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnóstwo prawdy jest w tym co powiedział Ci ten taksówkarz. Wielu tzw. miłośników zwierząt jest zupełnie bez wyobraźni. Nie dziwne więc, że nawarstwiają się negatywne stereotypy o zwierzętach i ich właścicielach. Żyj i pozwól żyć innym. To trochę tak jak z rowerzystami: płaczą, że nikt ich nie szanuje na drodze, zwymyślają kierowców samochodów, a uważają się za święte krowy i nie respektują przepisów ruchu drogowego, jeżdżą po ciemku bez oświetlenia, zmieniają pas ruchu niespodziewanie, pojawiają się na drodze "znikąd", ale głośno chlipią o swoich prawach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O !!! to to to - wyjąłeś mi to z ust :))

      Usuń