piątek, 2 sierpnia 2013

Śladami pewnego zdjęcia




Co z kotami podczas Powstania Warszawskiego? Były. Jednego z nich uwiecznił fotograf i olimpijczyk Eugeniusz Lokajski - na zdjęciu z początku września 1944r jest on sam i kot. Eugeniusz zginął pod koniec września 1944r  Czy kot przeżył Powstanie?

Jak pisze Małgorzata Piekarska na swoim blogu: "Od bardzo dawna, od niepamiętnych czasów sięgających chyba jeszcze dzieciństwa, zastanawiam się, kto i kiedy zjadł kotka, którego trzyma na słynnym zdjęciu Eugeniusz Lokajski. Bo w to, że ów kot powstanie przeżył, jakoś nie wierzę.  Dziś pojechałam do Muzeum Powstania Warszawskiego na spotkanie Kombatantów z Prezydentem. Rozmawiałam z kombatantami o różnych rzeczach. Między innymi o głodzie. Mój ojciec nienawidził kaszy, bo kojarzyła mu się z głodem w czasie powstania. Nigdy nie jadł też koniny, bo tym żywił się w 1939 roku w czasie oblężenia Warszawy. Opowiedziałam o tym mojemu rozmówcy, jednemu z żołnierzy z Batalionu Kiliński. W odpowiedzi na to opowiedział mi, jak w czasie powstania dowódca kazał jemu i koledze zabić czyjegoś buldoga, a sam w międzyczasie zagadał jego właściciela. Buldog został pozbawiony życia dość szybko. Uzyskane w ten sposób mięso dostało się między innymi siostrom zakonnym, które miały pod swoją opieką garstkę wygłodniałych dzieci. Następnego dnia kolega mojego rozmówcy poszedł do tych zakonnic i wrócił zapłakany. Wypytywany przez współtowarzyszy wykrztusił przez łzy, że tam, u zakonnic, wszyscy obcałowywali go po rękach dziękując za „wspaniałą cielęcinę”, a jemu było głupio, bo przecież to był czyjś pies."

„Byliśmy tak zgłodniali, że jedliśmy mięso z konia, którego toczyły robaki, jedliśmy też wychudzone koty i psy”, wspominała Barbara Szymakowa, w czasie powstania 13-letnia dziewczynka, mieszkająca u dziadków przy ul. Burakowskiej. (źródło)

Czy ten konkretny kot ze zdjęcia przeżył Powstanie, nie wiadomo. Ale przeżyło je wiele innych kotów. Były potrzebne, tępiły i przeganiały szczury.

Można by długo dyskutować, czy Powstanie było potrzebne czy nie, i o kotach i psach jako posiłkach wygłodzonych ludzi też można. Z pozycji wygodnego fotela zbyt łatwo.

 

Minuta ciszy. Dla tamtych ludzi i tamtych zwierząt. Bez oceny.





7 komentarzy:

  1. Mnie też zawsze zastanawiał los zwierząt w czasie ludzkich konfliktów zbrojnych. Tak mi ich szkoda, gdy giną w naszych bezsensownych wojnach :-( Jest świetny wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, który zaczyna się: "My konie nie chcemy umierać na wojnach (...)"
    Biedny kociak, biedni ludzie zmuszeni sytuacja do zjadania zwierzaków, bezsensowne cierpienia :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojna, głód wymuszają na ludziach zachowania, które w normalnych okolicznościach nie powinny się zdarzać. Gorszym jest dla mnie to co dzieje się w czasach pokoju: bezsensowne polowania zadufanych w sobie tzw. myśliwych, wybijanie zwierząt tylko dla rozrywki a nie z głodu, codzienne obrazki bestialskiego traktowania zwierząt. To jest zwyrodnienie, tu i teraz.

      Usuń
  2. To były straszne czasy. Koszmarne!
    Cieszę się, że żyje w zupełne innej rzeczywistości, a okres powstania jest dla mnie tylko smutną historią.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Żyjemy w bardzo komfortowych czasach. Czasem zastanawiam się co bym zrobiła podczas wojny, a sytuacja w oblężonym Stalingradze? Tam już nie zwierzęta a ludzi jedzono..

    OdpowiedzUsuń
  4. ktoś kto tego nie przeżył nie może komentowac, dokłądnie jak piszesz : z fotela w ciepłym domu i pełną lodówką każdy jest mądry....

    OdpowiedzUsuń
  5. był sobie taki związek, matka, Bodo i Sambo-dog, Bodo zginął pierwszy, matka zmarła bodajże w początku 1944r, pies zginął w powstaniu

    OdpowiedzUsuń