Wczoraj nie było mnie cały dzień w domu. Więc wiadomo" gdy kota nie ma w domu myszy harcują" . 1 -2 razy w tygodniu nie ma mnie w domu i wiem że jak wrócę bedę miała z kuwety i wanienki prysznicowej trochę do sprzątnięcia i będzie się unosił nieprzyjemny fetorek. Zamykam okna w domu dla bezpieczeństwa kotów więc fetor musi być. Ale czegoś takiego to Ja jeszcze nie miałam i nie widziałam. Wchodzę do domu - otwieram balkon , okna i idę do łazienki ..... a tu - ŁO MATKO !!!!! - w wanience dwie kupy - normalka , ale to nie są zwykłe kupy. To kupy rozgniecione - wszędzie odbite gówniane ŁAPECKI - na oknie, parapecie, desce kibelkowej, podłodze w łazience , przedpokoju i pokoju. Jestem w szoku , zmęczona , wściekła . Najpierw pierwsze słowo Ja pie....e potem O !! k...a , potem siadam i myślę co tu się działo ?? kto to zrobił ?? Zaczęłam sprawdzać łapy ... i wydało się TO RUDZIŃSKI ! Potem sobie myślę ale dlaczego ? Poszłam jeszcze raz do łazienki - rozglądam się .... na parapecie leży wielgachna mucha - zabita. Czyli to była wiellllka pogoń za muchą. Wzięłam się za sprzątanie zamiast iść spać - musiałam oblecieć całe mieszkanie bo póżniej zauważyłam że łapska są wszędzie. Wróciłam do domu po 21 a poszłam spać po 23.