Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schronisko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą schronisko. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 października 2016

18-LETNIA SUCZKA STAŁA SMUTNA NA ŚRODKU SCHRONISKA. TO CO STAŁO SIĘ CHWILĘ PÓŹNIEJ, WZRUSZA DO ŁEZ

Suczka Muñeca nie miała łatwego życia. Kiedyś miała swój dom, jednak los nie był dla niej łaskawy i na stare lata trafiła do schroniska w Los Angeles, bo jej właściciele zadecydowali, że jest dla nich zbyt kłopotliwa…



18-letnia Muñeca była niewidoma i bardzo zaniedbana, a na jej sierści było mnóstwo pcheł. Bardzo smutna i pozbawiona energii, wyglądała jakby nie spodziewała się już od życia niczego dobrego. Aż nagle podeszła do niej Elaine Seamans, wolontariuszka schroniska, która ma wielki dar do kontaktu ze zwierzętami.





Kiedy tylko dała się poznać Muñeci, suczka wręcz rzuciła jej się w objęcia i nie chciała zejść!


Tak się złożyło, że w schronisku był wtedy fotograf John Hwang, który wzruszony tą sceną od razu wykonał serię zdjęć. Piękne, wzruszające fotografie umieścił na Facebooku. Nie spodziewał się zapewne, że wywołają one tak wiele pozytywnych reakcji wśród ludzi na całym świecie.



Tysiące miłośników psów było poruszonych tą sceną, a kilka organizacji zajmujących się pomocą porzuconym zwierzętom wyraziło wolę udzielenia wsparcia. Leczenie Muñeci zostało przez nie sfinansowane, a obecnie trwają poszukiwania dla niej nowego domu.



Trzymamy kciuki, żeby mała Muñeca szybko znalazła ciepły i kochający dom!

Źródło: tierfreund.co

czwartek, 20 października 2016

Wolność na smyczy



Wrocławskie schronisko dla zwierząt bezdomnych we współpracy z miejscowym zakładem karnym opracowało niezwykły program. Niezwykły, bo to zwierzęta mają za zadanie nauczyć skazańców ważnej umiejętności - lepszego kontrolowania emocji.

Wrocławskie więzienie przy ulicy Kleczkowskiej to największy zakład karny na Dolnym Śląsku. W każdy poniedziałek grupa 6 więźniów wyrusza do schroniska dla bezdomnych zwierząt. Biorą udział w unikalnym programie "Wolność na smyczy", którego pomysłodawcą jest Wadim Liśniewski z Darling Dogs. Warunkiem udziału w programie jest m.in. wzorowe zachowanie podczas odbywania kary. Zakwalifikowało się do niego 12 mężczyzn. Jednorazowo mury więzienia opuszcza jednak tylko połowa z ich - ze względów bezpieczeństwa.
Wizyty w schronisku trwają po 4 godziny. W tym czasie więźniowie opiekują się kotami i psami - sprzątają wybieg dla kotów, później zajmują się psami - myją je, czeszą, wyprowadzają na spacery, głaszczą, uczą aportowania. Ich ulubieńcami są szczególnie starsze i schorowane zwierzęta, które spędziły już w schronisku wiele lat. Są bliskie ich sercu, bo kto zrozumie lepiej los życia w zamknięciu niż druga istota pozbawiona wolności.

Pracownicy więzienia zauważyli wiele pozytywnych zmian w osadzonych, biorących udział w programie. Więźniowie uczą się kontrolować swoje emocje, współpracować jako grupa, wypracowują postawę szacunku dla życia i zdrowia innych, empatii i wrażliwości.

Program "Wolność na smyczy" wystartował w tym roku i ma się zakończyć w 2018 r.

za: TVN24,Koty.pl

wtorek, 18 października 2016

Adoptował kota ze schroniska, teraz zwiedzają razem świat




W pewnym schronisku dla bezdomnych zwierząt żyła sobie mała czarna koteczka. Nie pamiętała swojej mamy, nie miała nikogo, kto przytulałby ją przed snem, za to miała dużo przyszywanych sióstr i braci. Pewnego dnia przyszedł do schroniska On, Craig Armstrong. Pokochał czarną kruszynkę od pierwszego wejrzenia. I razem opuścili schronisko. Mała Mille rozpoczęła nowe życie.


Zamieszkała w domu Craiga. Przepraszam - w swoim nowym domu. Razem jedli, spali, bawili się, pracowali. Rozumieli bez słów, choć każde mówiło w swoim języku - ludzkim albo kocim. Prawdziwa przyjaźń przez wielkie P. Mille wyrosła na piękną, zgrabną i wdzięczną niczym czarna puma kotkę. Był tylko jeden problem. Craig uwielbiał podróże. I to nie takie z domu do pracy i z powrotem. Prawdziwe podróże - górskie wspinaczki, wielogodzinny trekking. Tak bardzo kochał Mille, że nie wyobrażał sobie rozłąki. Długo myślał i myślał, aż wymyślił plan działania. Na początek sprawdził, jak zwierzę poczuje się podczas spacerów. Odetchnął, gdy okazało się, że Mille jest ciekawa świata, odważna, ale trzyma się blisko niego, i - uwielbia siedzieć na plecaku podczas wędrówki.
Podróże rozpoczęli od terenów łatwiejszych, gdzie Mille była stale pod jego troskliwą opieką i w zasięgu dłoni. Minęło kilka miesięcy. Craig wybierał coraz trudniejsze miejsca, park skałkowy, aż przyszedł czas na swobodną wspinaczkę.
Mille wspina się samodzielnie, towarzysząc Craigowi, jednak stale jest ubezpieczana, niczym prawdziwy taternik - solidny puszorek, mocne karabińczyki, linka, sprzęt wspinaczkowy dostosowany do potrzeb kotki.
Razem zdobywają góry.
Prawdziwa bajka.


fot. climbkitty.com

środa, 10 lutego 2016

Wkurwiamnieto

Przeczytałam wczoraj na fejsie prośbę jednej babki . Chciałaby kupić sobie rasowego kota i prosi o radę jaką rasę wybrać. Chodziło jej żeby kot był z tych spokojnych , miziastych i tak dalej. Zaznaczyła ze juz ma 2 dachowce ale marzy jej sie rasowy. No i sie zaczęło. Nikt jej nic nie doradził tylko określił ją jako głupią bo po co jej rasowy jak jest tyle biedaków w schroniskach. I nic ze ma już 2 ze schroniska. Hejt,hejt,hejt. Żal mi jej. Chyba kobiecina rzadko wchodzi na takie strony i nie wie że wszyscy czekają na taki temat żeby sie wyzyć. I podejrzewam ze juz im nie chodzi o te biedne dachowce tylko chcą pokazać swoją racje. Nie przyszło im do pustych łbów zeby doradzić ze w schroniskach jest też dużo rasowych kotow - dwa w jednym . Bedzie miała rasowego i pomoże biedakowi. Myślę ze w schroniskach takie rasowe mają gorzej od dachowych bo są bardziej delikatne.


Nie znoszę takich ludzi. Myślą że zjedli wszystkie rozumy i mają prawo wszystkich pouczać. Tfu. Nie tędy droga.


Ja mam 2 rasowe koty bo tak chciałam.
Tuśka brytyjka kupiona w hodowli z papierami - marzyłam o takim kocie . Wcześniej miałam persa ktory zmarł na raka więc postanowiłam Tuśce znaleść kumpla do zabawy. Na Allegro znalazłam białego Persa Marcysia i dobrze zrobiłam bo mieszkał u paniusi ktora nie wiedziała że persa sie czesze i przerosła ją opieka nad nim. Zapłaciłam 100 zł i nie żałuje bo uratowałam kota całego skołtunionego , strasznie wystraszonego, zestresowanego bo paniusia jeszcze miała drugiego kota ktory sie na niego rzucał i gryzł. Mam też psa yorka kupionego w pseudo hodowli - nastepny dobry uczynek. I powiem że dopiero od 6 lat ma dachowca Cebulę wciśnietego na siłe przez moją córke ktorego nie chciałam a teraz go uwielbiam i 3 letniego na oko Rududu wzietego z ulicy. Zawsze miałam 2 koty i zawsze rasowe bo tak chciałam. Ale do wszystkiego trzeba dorosnąć. Teraz gdy chodze z Maciem po mojej ulicy upatrzyłam piekne kociaki 2 czarne i 2 całe białe - cudeńka. Wziełabym ale mnie nie stać juz mam dużo zwierząt i dla nich trzeba kupowac dużo jedzenia. Ale tamte nie mają zle bo cała ulica je karmi. Więc jak się bierze zwierze do domu trzeba tez sie zastanowic czy ma sie warunki bo nie wystarczy kochać - trzeba jeszcze nakarmić





posted from Bloggeroid

piątek, 4 stycznia 2013

Podłość





 Przeczytałam   u Jasnej


To jest straszne


Cytuję :

To wydarzenie jest straszne. Na radomskim osiedlu dziewięcioma kotami opiekuje się wspaniały człowiek, ma jak wszyscy karmiciele wielu wrogów. Zrobił im budkę, której pilnuje wyglądając tysiące razy przez okno. Dzień przed Wigilią jego koty były mocno poruszone, biegały, coś wąchały i uciekały. Kiedy pan wyszedł, zobaczył rzecz straszną. Jeden z kotów czarny, leżał martwy i obdarty ze skóry, leżał jak żaba rozłożony na śniegu, celowo w pobliżu budki, jakby ktoś dał do zrozumienia, że inne też to spotka. Pan jest w szoku, policja nie przejęła się kotem, powiedzieli, że jak wskaże sprawcę to wniosą oskarżenie.

Dziś w wersji komputerowej jest artykuł w gazecie wyborczej
http://radom.gazeta.pl/radom/1,35219,13 ... skory.html
zdjęcia nie pokazano, bo jest makabryczne, dla ludzi o mocnych nerwach jest na tej stronie
http://www.facebook.com/medi ...

Pan oddał dwie kotki do schroniska, te których życie było w największym niebezpieczeństwie, gdyż nie bały się ludzi. To cudne koteczki, mają ok.3 lat, są bardzo ze sobą zżyte. Dziś musiałam je zobaczyć w schronisku, są w złym stanie psychicznym, nie jedzą, leżą wtulone w klatce, wiadomo, że po kilku dniach zgasną. Kotki z wolności, zamknięte w klatce, nie wiedzą za co i dlaczego. Nie wiem czy oddanie ich - to uratowanie im życia... raczej śmierć tylko w inny sposób. Pilnie szukam im domu, chociaż tymczasowego, zanim zgasną. Kicie powinny być razem, nie można ich rozdzielić, są grubiutkie, duże, dorodne, były dobrze karmione. Pomóżcie proszę, może ktoś ich ogłosi na fb, bo tam nie poruszam się zbyt dobrze.


Do adopcji
To jest Rudzia i Julka
Kontakt: tel. 501 732 982, e-mail: w.anna@gazeta.pl