No - jakoś przeżyliśmy tą noc. Między 24 a 1 było koszmarnie. Maciek leżał przy mnie wtulony i kazał się głaskać obok 3 koty nawet spokojnie. Tylko biedny Rudzik nie wiedział co się działo - to jego drugi Sylwek . Przy pierwszym był bardzo mały - przespał spokojnie całą noc , ale dzisiaj biegał jak oszalały po całym mieszkaniu - póżniej zauważył że wszyscy siedzą u mnie na kanapie więc przyszedł położył się obok i się uspokoił.
Nie mam nic przeciwko fajerwerkom to bardzo piękny widok. Myślę że powinny być zakazane dla prywatnych osób bo oni robią najwięcej złego. Walą gdzie popadnie nie przejmują się niczym. Tak szczerze ? Nawet Ja się boję jak mam wrażenie że zaraz jakiś fajerwerk rozwali mi okno a co dopiero zwierzęta.U mnie na ulicy jest dużo bezpańskich kotów - nawet sobie nie wyobrażam co one przeżywają w taką noc.
Fajerwerki powinny być ale w wydzielonych miejscach organizowane przez miasto.
A mogłabym bawić się u mojej siostry w knajpie i tańczyć na krześle jak moja Karusia , ale nie żałuję. Wieczorem Karusia z Krystianem przyszli do mnie na kolacje. Weronka wyjechała do Zakopanego - cieszę się bo ona rzadko wyjeżdza - dużo pracuje.Poza tym kocham moje zwierzęta i nie miałabym serca żeby zostawić je same w domu. Zdjęć żadnych nie robiłam bo za bardzo byłam przejęta waleniem po oknach. W tym roku chyba było najgorzej. Młodziaki przeszli samych siebie. Dobrze że już się skończyło . Uffff.