Miałam dzisiaj koszmarny poranek
Wczoraj przyszła do mnie sąsiadka
Nie wiedziałam że wchodząc zostawiła
otwarte drzwi - bo przyszła tylko na
chwilę - powiedziała co wiedziala i
poszła. Przyjechała też do mnie córka
i została na noc - rozmawiałyśmy do
póżna
- kiedy kładłam się spać zauważyłam że
nie ma na łóżku Marcysia - byłam taka
zmęczona
że pomyślałam a ... póżniej przyjdzie - on
zawsze przychodzi do mnie spać i inne
zwierzaki
tak już sobie wymyśliły i musiałam to przyjąć
Tak przez nie lekko śpię - bo jak wyciągnę nogę
to zawsze któreś lezy i jeszcze się denerwuje że
się ruszam - ale cyrk nie ?? rządzą mną koty i pies
Obudziłam się rano - zrobiłam kawę i coś mnie
tknęło - gdzie jest Marcyś ?? Zaczęłam szukać
- nigdzie nie ma - zorientowałam się że musiały
być drzwi otwarte - boże jak ja się wystraszyłam -
Marcyś to kot domowy - nigdy nie był na dworze
Obudziłam córkę i poszłyśmy szukać - no i znalazł
się był za domem - schował się pod deskami ktore
leżały za domem - biedak całą noc tam przeleżał
Najdziwniejsze jest to że to bardzo strachliwy kot
no ale pewnie ciekawość była silniejsza od strachu
Teraz myślę że szkoda że nie zrobiłam zdjęć ale
wtedy nie myślałam o tym - chciałam żeby się
znalazł. Dobrze że nie poszedł gdzieś dalej -
mieszkam w takiej małej kamienicy pod lasem
dobrze że jest ogrodzona i zamknięta bo jakby
poszedł do lasu to pewnie by przepadł. Teraz
śpi. Biedak był taki wystraszony :(